Każdy majsterkowicz trzyma wkrętarkę, piłę czy szlifierkę w garażu lub w piwnicy. A właśnie w te miejsca woda podczas powodzi wdzierała się w pierwszej kolejności. Setki gospodarstw potraciło wszystko, w tym podstawowe narzędzia, dzięki którym mogliby się odbudowywać.
Kupiliśmy ponad 1000 elektronarzędzi – wkrętarki akumulatorowe, wiertarki, szlifierki kątowe, piły tarczowe, wyrzynarki, piły spalinowe, które rozdaliśmy mieszkańcom. Do wypożyczenia kupiliśmy higrometry, młoty wyburzeniowe, wiertła do kucia, mieszałki do zapraw.
Wyposażyliśmy kompleksowo w narzędzia i system przechowywania Centrum Kultury i Rekreacji, które wcześniej swój warszat miał w piwnicy. Szlifierki oscylacyjne i taśmowe zapewniliśmy również stolarzom, który potracili całe swoje warsztaty.
Łącznie wydaliśmy 519 252,34 zł z następujących źródeł:
232 657,83 zł bezpośrednio ze zrzutki „Festiwal Górski dla Powodzian”
38 273,40 zł ze zrzutki „Festiwal Górski dla Powodzian” za pośrednictwem TKKF KOMPAS
53 509,74 zł ze środków Fundacji ORLEN dla Pomorza
92 375,05 zł z darowizny firmy Prosus Services B.V.
100 000,00 zł ze środków Fundacji PKO BP
5 946,06 zł ze środków Fundacji Charytatywnej Kongresu Polonii Kanadyjskiej
Różowa Makita
czyli dlaczego 8. marca można wręczyć nie tylko kwiatek.
Od pół roku w Lądku-Zdroju widzę głównie twarze kobiet.
Nie, że Panów w ogóle nie ma, albo że się migają od roboty. Są. Bywają. Ale może nie wypada im prosić o pomoc, więc wysyłają żony? Albo może nie mają w sobie tyle empatii by pomagać innym?
W najbardziej zniszczonych wsiach liderkami są dwie Agnieszki, Judyta i Marta.
Lądeckim centrom pomocowym szefują Ilona, Ewa, Kasia. Lądeckie instytucje pozarządowe to Paulina, Karolina, Anastazja, Karolina, Agata i jeszcze parę innych pań.
Do punktów przychodzą same panie lub często starsze małżeństwa. Sprawy załatwia Ona. On jest od noszenia ciężkich rzeczy i marudzenia pod nosem.
One są twarde i konkretne. Tu nie ma czasu na jakieś wojny płci. Zresztą, z kim tu wojować? Panowie zaangażowani w pomoc są w mniejszości i skupieni na robocie.
Ale jest taki jeden moment kiedy One uśmiechają się po dziewczyńsku i cieszą jak z pierwszej lalki (mam siostrę, to pamiętam). Moment, w którym mogą być sobą, chwila w której mogą robić to samo co robiły, ale w pełnym anturażu kobiecości.
Ten moment to chwila wręczenia różowej Makity.
Porządnej wkrętarki w niemęskim kolorze, której żaden stereotypowy facet nie „pożyczy” czy po prostu – nie zabierze. To moment, w którym kończy się podział na „męskie” i „niemęskie” zajęcia. Możemy co najwyżej dyskutować o kolorach.
Lądecki symbol emancypacji – 30 newtonometrów momentu obrotowego.
Dlatego, namawiamy szanownych Panów – wręczajcie swym Paniom różowe Makity.



