19 twarzy Przeglądu - Festiwal Górski 2019 w Lądku-Zdroju
  • pl

24. edycja Festiwalu przed nami. Trwają przygotowania, ale już teraz możemy ogłosić, że podobnie jak w roku ubiegłym, podczas festiwalu nastąpi rozdanie nagród Złotych Czekanów –  Piolets d’Or 2019. Zarezerwujcie już teraz datę w kalendarzu – 19 – 22 września.

19 twarzy Przeglądu

 

Filmy amatorskie

Zawsze bardzo sobie ceniłem filmy amatorskie nadsyłane na Przegląd. Na wielkich festiwalach takie filmy nie mają prawa się pojawić. Zacne grono utytułowanych jurorów, kontemplujące wagę swoich werdyktów, z obrzydzeniem odrzuca nieco koślawe produkcje ze źle nagranym dźwiękiem, błędami montażowymi, złym światłem, nielogiczną narracją itd., itd. A mnie się takie filmy podobały, bo niosły jakiś buntowniczy powiew świeżości, często zresztą wbrew autorom nieświadomym swego intuicyjnego odkrycia. Zresztą z tym brakiem warsztatu też bym nie przesadzał. Dziś robi się festiwale dla twórców realizujących swoje produkcje wyłącznie przy pomocy komórki i podobno da się to oglądać. Zaletą lądeckiego Przeglądu i jego urokiem były właśnie owe entuzjastyczne, bezpretensjonalne produkcje, robione przez znajomych, dla znajomych i dlatego autentyczne, dowcipne, niepoprawne i ujmujące. Pamiętacie „Hybrydę” zrealizowaną przez grupę młodych wspinaczy ze Śląska? Film stał się środowiskowym zjawiskiem i fundamentem dla późniejszej firmy producenckiej. W tym właśnie filmie zjawiskowo sfilmowano skoki w piaskowcach. Najlepsze ujęcia powstały podczas niekonwencjonalnego wymachiwania statywem wraz z kamerą. Nikt do tamtego ujęcia jakoś na to nie wpadł. A „Walking on the Moon” Artura Paszczaka? Kawał autentycznego wyprawowego życia, podanego z wdziękiem i dowcipem. W żadnym innym „normalnym filmie” nie mogłyby się znaleźć rozważania na temat „kto jest chujem w górach”. A w amatorskiej, w pełni autorskiej radosnej twórczości, nieskrępowanej żadnymi zobowiązaniami sponsorskimi i koniecznością zachowania politycznej poprawności, takie rozważania – dodajmy, jakżeż prawdziwe i głębokie – mogły się ukazać. Podobnie było z filmem „Niematotamto” Marcina Tasiemskiego. Dawka optymizmu, radości ze wspinania mimo poważnej kontuzji, uporu i energii udzieliła się nie tylko publiczności ale także znającym się na rzeczy jurorom. John Porter i Artur Hajzer, ogłaszając werdykt, zamanifestowali solidarność z autorem filmu, który sfilmował własną operację i również pokazali publiczności swoje blizny. Cieszyłem się, że takie filmy zdobywały w Lądku nagrody, najczęściej zupełnie niespodziewanie dla ich autorów. Gdyby nie Przegląd, być może mało kto o nich by w ogóle wiedział. Jeśli się orientuję, film Paszczaka nie przeszedł kwalifikacji na żaden z innych festiwali, których organizatorzy nie mają hamulców, aby z pełną powagą prezentować swojej publiczności filmy całkowicie idiotyczne, jak np. „Akcja na Eigerze” z Clintem Eastwoodem. „Walking on the Moon” i „Niematotamto” krążą w wielu kopiach po środowiskowych imprezach i mają wszelkie dane, aby znaleźć się na festiwalu filmów kultowych.

 

Everesty cudze

Góry dla wielu ludzi stały się częścią życia. Na tyle ważną, że jeżdżą w te góry najczęściej jak mogą, albo nawet postanawiają w nich zamieszkać. A jak nie mają czasu albo możliwości, aby w tych swoich wymarzonych górach się znaleźć, poszukują jakiegoś substytutu. Tak tłumaczę fenomen niebywałego wysypu różnego rodzaju festiwali i przeglądów z filmami, zdjęciami, osobami, w których wspólnym tematem są góry. Słuchając opowieści z wyprawy, oglądając film, bawiąc się razem z górskimi bywalcami żyjemy ich emocjami. Te emocje stają się trochę nasze. W tej jedynej chwili my też jesteśmy w tym upragnionym świecie. Nie do końca oczywiście, tylko trochę, ale to wystarczy. Trochę wchodzimy na Everest, trochę balansujemy na wypychającej ściance, trochę się boimy i trochę cieszymy z sukcesu, bo ten sukces jest trochę nasz. Z drugiej strony – wyczytałem to w książkach – większość ludzi ma potrzebę przynależności do jakiejś wspólnoty. Jeśli jeszcze jesteśmy w jednej grupie z ludźmi, których podziwiamy, takie wspólnotowe doświadczenie jest niezwykle satysfakcjonujące. Nie wiedziałem tego przed laty, ale intuicyjnie przeczuwałem. Teraz też nie jestem pewien, czy mam rację, ale zrobiłem się bardziej śmiały w dzieleniu się różnymi wynurzeniami.