19 twarzy Przeglądu - Festiwal Górski 2019 w Lądku-Zdroju
  • pl

24. edycja Festiwalu przed nami. Trwają przygotowania, ale już teraz możemy ogłosić, że podobnie jak w roku ubiegłym, podczas festiwalu nastąpi rozdanie nagród Złotych Czekanów –  Piolets d’Or 2019. Zarezerwujcie już teraz datę w kalendarzu – 19 – 22 września.

19 twarzy Przeglądu

 

Fatal error

W poszukiwaniu ciekawych filmów,przy drugiej edycji PRZEGLĄDU, dotarłem do Ryśka Wareckiego. W dniu rozpoczęcia imprezy do stacyjki kolejowej w Lądku dojechała wielka i ciężka paka, zawierająca puszki z pokaźną częścią dorobku filmowego Ryśka. Były to filmy na celuloidowej taśmie 16 mm. Prezentacje odbywały się wówczas niemal wyłącznie z celuloidu, jak w prawdziwym kinie. Czas naglił, więc przesyłka została dostarczona do projektorni. Sala pękała w szwach. Wyszedłem na scenę i zapowiedziałem wieczór pełen wrażeń.. Po chwili na ekranie pojawił się obraz, a z głośników popłynęły chroboty, które z pewnością nie należały do oryginalnej ścieżki dźwiękowej. Zapewniłem nieco zdezorientowaną publiczność, że oczywiście wszystko będzie dobrze, a drobne kłopoty techniczne pokonamy bez trudu. Niestety, druga próba emisji przyniosła identyczny efekt. Szedłem w zaparte. Nadal utrzymywałem, że panujemy nad sytuacją, ale na wszelki wypadek pobiegłem chyłkiem do projektorni, w której miotał się operator.

– No nie gra! Nie wiem, co się dzieje, ale nie gra! – rozłożył ręce. W sali narastał szum.

Wezwaliśmy drugiego, bardziej doświadczonego operatora, a ja uprzejmie poprosiłem publiczność o odrobinę cierpliwości. Czekaliśmy my, czekali widzowie. Drugi operator zjawił się po kilkunastu minutach. Założył taśmę, uruchomił projektor. I … nic. Szumi. Nie ma dźwięku. I wtedy przy bliższych oględzinach taśmy nastąpiło straszne odkrycie. Dźwięk zapisany został nie tak, jak w większości filmów, czyli na ścieżce optycznej, ale na magnetycznej. Nasz projektor nie miał odpowiedniej głowicy. Wyglądało to tak, jakbyśmy przy pomocy gramofonu usiłowali odtworzyć płytę CD. Nie pozostało mi nic innego, jak zakomunikować publiczności, że projekcję musimy przełożyć, a teraz nadarza się świetna okazja na rozprostowanie kości i rozejrzenie po naszym pięknym kurorcie. Zapewniłem solennie, że filmy obejrzymy następnego dnia, a bilety będą ważne.

Całe popołudnie i wieczór spędziłem w sekretariacie urzędu miasta, gdzie znajdował się jedyny w Lądku telefon, podłączony do automatycznej centrali. Pozostałe numery, a był to 1996 rok, łączyła ręcznie telefonistka. Każdą z rozmów trzeba było zamawiać i dość długo wyczekiwać przy aparacie. Dzisiaj, w dobie telefonów komórkowych, wydaje się to wręcz nieprawdopodobne. W końcu przez Wiedeń, gdzie właśnie przebywał Rysiek, dowiedziałem się, że odpowiedni projektor znajduje się w magazynie Klubu Wysokogórskiego w Katowicach. Późnym wieczorem dobijałem się telefonicznie do Janusza Majera, aby ten znalazł magazyniera, wydobył aparaturę i namówił kogoś na przyjazd do Lądka. Rano dostałem potwierdzenie. Udało się! Ruszają w południe.

Nadeszła godzina zapowiadanej projekcji. Publiczność – ta sama (!!!) – tłumnie zjawiła się po raz kolejny na wieczór pełen niezapomnianych wrażeń. Z Wiednia dojechał sam autor. Filmy były gotowe. Ale projektor wciąż jechał i nie bardzo było wiadomo, gdzie właśnie jest. Wyszedłem przed publiczność i jak zwykle zapewniłem, że niebawem będziemy mogli wspólnie cieszyć oczy znakomitymi filmami Ryśka Wareckiego, który specjalnie na tę okoliczność przyjechał z samego Wiednia i jest tu razem z nami! Opowiadałem jeszcze o znakomitym projektorze, który udało nam się znaleźć i o tym, że lada moment dojedzie on do Lądka. Niestety, mimo moich wysiłków, na sali nie wyczułem entuzjazmu. Po dziesięciu minutach oznajmiłem, że nie ma powodów do zdenerwowania, że projektor wyjechał z Katowic w południe i że wiem to na pewno. Miałem wrażenie, że tym razem nie wszyscy mi wierzą. Kiedy po raz trzeci pojawiłem się na scenie, gotów byłem skapitulować i powiedzieć widzom straszną prawdę: Filma nie bud’et. W tym jednak momencie zauważyłem gorączkowe znaki z projektorni: Są! Są!!! Przyjechali!

Wybiegłem przez budynek. Dwoje ludzi dobywało właśnie z przyczepki upragniony sprzęt. Razem wbiegliśmy na zaplecze, technicy zajęli się podłączeniem aparatury, a ja, nie kryjąc triumfalnego nastroju zakomunikowałem, że teraz z całą pewnością będziemy świadkami naprawdę interesującego wydarzenia. Po chwili zgasło światło, pojawił się obraz i… nieznośnie znajomy chrobot z głośników. To jakiś koszmar. To nie może dziać się naprawdę! Chwilę później byłem w projektorni. Specjaliści od aparatury oraz sam autor stali pochyleni i zaciekawieniem przyglądali się bebechom projektora.

– Coś nie działa – trzeźwo skonstatował jeden z operatorów. – Może wywaliło jakiś bezpiecznik?

Po minucie byłem już na scenie:

– Bezpiecznik – powiedziałem. – Wywaliło bezpiecznik. Ale panujemy nad sytuacją.

Minęło już pół godziny od zapowiedzianej projekcji i sala zaczynała się dzielić na dwa obozy. Jedni bawili się całą sytuacją, drudzy milczeli złowrogo. Aktów agresji na razie nie było. Znów zgasło światło. Zaczęła się projekcja. Z chrobotami. Pobiegłem do projektorni.

– Chyba nie bezpiecznik – stwierdzili fachowcy. – To musi być coś innego.

Tym „czymś innym” była uszkodzona głowica do odczytu dźwięku.

– Słuchaj – zwróciłem się do Ryśka z szaleństwem w oczach. – Może niech film leci, a ty po prostu opowiesz coś? Będziesz miał mikrofon… – gorączkowałem się. – Przecież znasz te filmy, możesz po prostu mówić to, co jest na ścieżce dźwiękowej…

Widziałem, jak Rysiek na mnie patrzy. Już nigdy więcej do Lądka nie przyjechał. Nie zostaliśmy kolegami.